Garść sianka była powodem do radości, do wspomnienia wielkiego wydarzenia, świadczyła o miłości Boga, który dla ludzi stał się słabym i bezbronnym, jak i oni. Po to, by się do nich zbliżyć.
Pisząc to w dzień po Bożym Narodzeniu myślę o tym co my możemy wziąć z Betlejem, z szopki. Coś co dla nas byłoby świadectwem Bożej miłości. Urodziliśmy się za późno żeby móc zabrać garść siana. Możemy jednak zabrać w drogę powrotną, w każdą drogę następnego roku, garść pamięci czy też garść wspomnień o niepowtarzalnej Nocy Narodzenia. Możemy każdego dnia przywołać w pamięci to Dziecko, któremu na imię Jezus.
Dla nas oznacza ono radość, nadzieję, miłość, ufność, pomoc na dziś i przyszłość.
Możemy myśleć o obwieszczeniach anielskich, o danej nam obietnicy wieczności. Może nam dzięki myślom o Narodzeniu towarzyszyć pewność, że Bóg potrzebuje nas, małych, słabych, wątpiących, niewiernych, że potrzebuje nas i kocha. Narodził się przecież w stajence.
Możemy podobnie jak Maria rozpamiętywać te Narodziny, rozmyślać o nich. To z nich będziemy mogli czerpać radość na każdy dzień naszego życia. Tamten nieznany nam pastuszek zabrał ze sobą garść siana. Naszą garstką siana jest myśl, pamięć, radość Bożego Narodzenia rozpamiętywana wciąż w naszym sercu. Codziennie Bóg może się rodzić od nowa. Wystarczy Betlejem w moim czy twoim sercu. Potrzebujemy przecież w każdym dniu mocy tej światłości, którą daje Dzieciątko, a bez której trudno byłoby żyć.
Ofca